Dwurzędówka.

By | 03:50 2 komentarze


Marynarka to zdecydowanie zaraz po butach moja ulubiona część garderoby. 

W zasadzie, wchodząc do jakiegokolwiek sklepu odzieżowego, w pierwszej kolejności zawsze rozglądam się właśnie za nimi. Ci, co znają mnie dosyć dobrze, wiedzą, że na próżno można szukać w mojej szafie sukienki, natomiast marynarki same wpadają w ręce. Nie tylko czarne.

W wersji formalnej czy też sportowej, obecnie jest to całkiem popularny i ceniony element naszego ubioru. Nie zawsze jednak tak było. Kiedy zatem powstała pierwsza marynarka i skąd się wzięła? Aby odpowidzieć na to pytanie, cofnijmy się o parenaście wieków.

W dzisiejszych czasach kobietom najczęściej przypisuje się przesadne dbanie o wygląd oraz niekończące się szykowanie do wyjścia. Tymczasem, gdyby popatrzeć wstecz, to panowie przez większość czasu wiedli prym w 'strojeniu się'. To oni jako pierwsi przyodziali koronki, niebotyczne, pudrowane peruki, a sam proces przyszykowania się potrafił trwać niemal pół dnia. Dzień w dzień. Mimo wszysto dobrze, że te czasy mamy już dawno za sobą.

Zjawisko to również było po części uwarunkowane społecznie. Dla przykładu, w Starożytnym Egipie głównie meżczyźni aktywnie uczestniczyli w życiu publicznym, dlatego też to właśnie oni nosili kilka złotych bransolet i ciężkie naszyjniki przy okazji rozmaitych uroczystości. Chęć podobania się i podkreślania swojej pozycji również nie była wtedy obca.

Czas średniowiecza to przede wszystkim skupienie się na Bogu. Teoretycznie. Bo skoro cała sylwetka powinna być zakryta, to chociaż zróbmy to 'na bogato', wykorzystując drogie materiały i fantazyjne zdobienia. Miejscami doprowadzało to do prób wydania zakazów ekstawaganckiego ubioru. Oczywiście bezskutecznie.

Początki XVI wieku należą do moich ulubionych, ze względu na umiłowanie czerni, wręcz w wersji total look. Dalej towarzyszy nam bogate zdobiennictwo, rezygnujemy jednak z ciężkiego sukna. Powoli więc do głosu zaczyna dochodzić funkcjonalność. Odzienie wierzchnie przestaje brudzić swą krawędź o ziemię, popularyzuje się kaftan, czyli męski ubiór pochodzenia wschodniego, który posiada długie rękawy, zapina się z przodu i siega co najwyżej kolan. W przyszłości ulegnie on wielu modyfikacjom i będzie stanowił punkt wyjściowy dla innych odmian okryć. Pierwszym z nich jest pourpoint, pochodzący z XVII wieku, wzbogacony o baskinkę (rozkloszowany pas materiału umieszczony przy talii) oraz rozcięcie rękawów. 

Początek XVIII wieku to oświecenie i triumf justaucorps (z franc. tuż przy ciele). Od pourpointu różnił się znacznie większym dopasowaniem, wąskimi rękawami oraz małymi mankietami. Wraz z podobnej długości kamizelką oraz spodniami do kolan, czyli culotte, tworzył habit, z czasem jednak pod tą nazwą krył się wyłącznie justaucorps. W czasach Ludwika XIV zapominamy na chwilę o tej funkcjonalności, poszerzamy mankiety, stosujemy dużo koronek, muślinowe chustki, a spod kamizelki dumnie prezentuje się żabot koszuli.

 XVIII wiek to również kilka nowinek i nowych wariacji na temat kaftanu. Najbardziej charakterystyczną jest redignot lub 'riding coat'- długi płaszcz z dwoma kołnierzami, w tym jeden w formie pelerynki, świetnie sprawdzający się w podróży. Początkowo uważany za wybitnie nieelegancki, po kilkunastu latach jest już w powrzechnym użyciu. W ten sposób moda angielska stopniowo ogarnia Europę. Kolejnym zapożyczeniem staje się frak, w dzisiejszych czasach uważany za najbardziej formalny. Oczywiście obecny różni się minimalnie od pierwowzoru, który cechował się niewielkim kołnierzem i klapami, oraz połami mocno wyciętymi z przodu do pasa w dół.

 Stąd już o krok od naszej marynarki. Mianowicie termin ten początkowo oznaczał kurtkę zakładaną pod wcześniej wymieniony redignot. Z czasem jednak marynarka usamodzielnia się i około 1850 roku przybiera krótką formę ubioru męskiego. Uważana jest jednak za strój bardzo niedbały, a na znaczeniu zyska dopiero w XX wieku, kiedy to garnitur (marynarka+kamizelka+spodnie uszyte z tego samego materiału) stanie się ubraniem do użytku codziennego. Zaczynają powstawać różne wariacje na jej temat, np. w latach 30-tych bardzo popularna staje się marynarka dwurzędowa, prezentowana przeze mnie na zdjęciach. Lata trzydzieste uważa się za przykład szyku i elegancji, wiele zasad dotyczących formalnego ubioru pochodzi własnie z tego okresu.

A zatem moja marynarka to dwurzędówka, czyli, jak sama nazwa wskazuje, posiadająca dwa rzędy guzików. Występują one w różnych konfiguracjach, np 6x3, 4x2. Pierwsza cyfra oznacza ogólną liczbę guzików, druga natomiast informuje o liczbie guzików teoretycznie nadających się do zapięcia. Moja marynarka to typ 6x2, nie oznacza to jednak, że dwa guziki powinny być zapięte. Zgodnie z zasadami męskiego ubioru, ostatni z nich u dołu powinien być zawsze odpięty (dzięki temu marynarka lepiej się układa). Jeżeli nasza marynarka ma tylko jeden, pozostaje on zapięty. W pozycji siedzącej marynarka powinna zostać rozpięta. To zaledwie promil promila podstawowych zasad dress code`u. Osobiście uważam klasyczny męski ubiór za wybitnie skomplikowany, ale jednocześnie o wiele bardziej fascynujący od damskiego. 

Obecnie nieznajomość meandrów męskiej elegancji powoduje ogólną niechęć do garniturów, który najczęściej kojarzony jest wyłącznie z formalnymi sytuacjami lub pracą w korporacji. Prawda jest jednak taka, że nie każda marynarka nadaje się wyłacznie na imieniny szwagra. Zachęcam do próby poznania podstawowych zasad, które w naprawdę bardzo przystępny sposób prezentowane są na wielu polskich blogach, prowadzonych przez Panów. Gwarantuję uzależnienie ; ) 

 Męski dress code nie jest mi obcy, dlatego też w razie wątpliwości chętnie odpowiem na pytania w komentarzach czy mailu ; )

P.S. Uważne osoby dostrzegą, że popełniłam mały modowy grzeszek, zapinając dwa guziki. Po pierwsze, silny wiatr podczas zdjęć brzydko rozchylał marynarkę, dlatego też zdecydowałam się na zapięcie obu. Po drugie, niektore źródła informują o możliwości zapinania takiej dwurzędówki na dwa guziki, ze względu na lepszą prezencję. W tym przypadku również siadając, marynarki nie powinniśmy odpinać. Po trzecie, jestem kobietą, czasem więc zasady przeznaczone dla meżczyzn traktuję z przymrużeniem oka ; ) Panowie jednak niech lepiej tego nie robią!

P.S.2 Warto zwrócić uwagę na dopasowanie ramion, moja marynarka jest minimalnie za szeroka w tym miejscu, dałam jednak za nią 20% ceny początkowej, dlatego też nie poskąpię na drobną przeróbkę krawiecką.

fot.Kamil Banasiak








marynarka, kopertówka; Simple CP
buty: Vagabond
spodnie: Zara
okulary: Brylove
biżuteria: W.Kruk, Apart
Nowszy post Starszy post Strona główna

2 komentarze:

  1. Świetny wpis! ;) Marynarka dobrze leży na tobie za bardzo nie widać, że jest minimalnie za szeroka w ramionach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję <3 haha nie widać, bo celowo ustawiałam się pod odpowiednim kątem do zdjęć : p

      Usuń