Ostatnio na blogu:

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą modal. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą modal. Pokaż wszystkie posty


Często mówi się, że na upały najlepsze są ubrania uszyte z naturalnych materiałów. Jak najbardziej zgadzam się z tym stwierdzeniem, z resztą na blogu zachęcałam Was już do spojrzenia łaskawszym okiem na królową włókien, oraz obdarzenia zainteresowaniem bawełnę organiczną. Coraz częściej jednak skłaniam się do korzystania z alternatywy, jaką stwarzają nowe technologie. Mowa tu o niektórych materiałach sztucznych, których zdecydowanie nie należy mylić z syntetycznymi(!).

Od roku jestem szczęśliwą posiadaczką kilku ubrań wykonanych z modalu i muszę przyznać, iż od jakiegoś czasu są moim ulubionym wyborem na upalne dni. Stąd też natrafiając na marynarkę z lyocellu, czyli włókna wiskozowego trzeciej generacji, nie wahałam się ani chwili nad zakupem.

Lyocell, podobnie jak modal, powstaje w wyniku obróbki celulozy. W porównaniu do procesów wytwarzania włókien poprzednich generacji, produkcja lyocellu jest najbardziej ekologiczna. Jest to możliwe dzięki wykorzystaniu rozpuszczalnika poddającemu się recyklingowi w ponad 90-ciu procentach oraz szybkiej biodgradowalności samej tkaniny (do sześciu tygodni). Tkanina wykonana z lyocellu zachowuje się niczym ulepszona bawełna- jest wytrzymała,odporna na kurczenie i rozciąganie, higroskopijna oraz nie stanowi atrakcji dla moli, grzybów i innych nieproszonych gości.

Na metkach często można spotkać się z nazwą "tencel". Jest to nic innego, jak handlowa nazwa lyocellu stosowana przez producenta Lenzing. Włókno lycellu znane jest już od końca ubiegłego wieku, niemniej jednak dopiero teraz zaczęto je wykorzystywać w przemyśle odzieżowym na skalę masową. Na razie na mapie świata można zaznaczyć pojedyncze fabryki zajmujące się jego produkcją.

Wyjściowo materiał wykonany z lyocellu jest dosyć szortski i trudny do zabarwienia, a więc pojawia się konieczność dodatkowego zabiegu (barwienia oraz wygładzania), opierającego się na wykorzystaniu środków chemicznych. Stąd też warto zwrócić uwagę gdzie nasze ubranie zostało wyprodukowane. Jeżeli w Europie, istnieje mniejsze ryzyko wykorzystania toskycznych substancji, które nomen omen są zakazane na naszym kontynencie. Jednakże stuprocentowej pewności bezpieczeństwa nigdy nie uzyskamy. Co więcej, obecność środków chemicznych zdecydowanie wplywa na mniej ekologiczny charakter włókna.

Niewątpliwie głównymi zaletami lycocellu są jego przewiewność, lekkość oraz uczucie przyjemnego chłodu w dotyku. Ponadto, w porównaniu do modalu ( i co udało mi się zaobserwować w trakcie użytkowania) włókno lyocellowe jest bardziej podatne na prasowanie. Niestety, prasuje się z identyczną łatwością jak szybko się gniecie. Ten problem jest jednak łatwy do zniwelowania- wystarczy dodać kilkanaście procent innego włókna, choćby poliestru. Znacznie poważniejszą zagwozdką jest cena ubrań wykonaych z tej nanotkaniny. Najnowsza technologia kosztuje i w związku z tym lyocell potrafi być dwa razy droższy od modalu- stąd znacznie wyższa cena finalnego produktu. Niemniej jednak jest to naprawdę idealna tkanina na upały, a wraz z moimi spodniami typu culotte stanowi idealny duet na letnie koszmarki.

P.S. Modal oraz lycoell coraz częściej można spotkać w popularnych sieciówkach. W tym przypadku należy zwrócić uwagę na procentowy skład, wypisany na metce. Przyładowo to, że bluzka będzie wykonana w 40% z modalu, nie gwarantuje komfortu użytkowania. Wszystko zależy od pozostałych komponentów.

fot. Nikola Mróz














marynarka, spodnie: COS
buty: Massimo Dutti
torebka: Zara
okulary: Brylove
kolczyki: Kopi
nausznice, pierścionki: Apart, W.Kruk. Yes

Jaka wiosna jest, każdy widzi, a przynajmniej u mnie do tej pory było dosyć chłodno.


 Małymi krokami jednak zbliża się lato, a co za tym idzie znacznie wyższe temperatury, a nawet upały. I o ile większość z nas cieszy się z wydłużonego dnia, o tyle wizja 'umierania' z gorąca nie jest już kusząca. A przecież nie da się wiecznie siedzieć w klimatyzowanych pomieszczeniach, wychodzić wyłącznie po zmroku lub przemieszczać się z punktu A do punktu B pod samym cieniem . Inna sprawa, że nie każdy czuje sie komfortowo z odsłoniętymi ramionami (np. ja) czy w mikroskopijnych szortach. Czy zatem jesteśmy skazani na świadome smażenie się?

Chcąc nie chcąc, w mieście skwaru i żaru nie ominiemy, a skoro nie da się ich uniknąć, to trzeba się przystosować. W tym celu, aby zwiększyć nasz komfort, należy zwrócić szczególną uwagę na materiał, z którego zostały wykonane nasze ubrania.

Wiemy już, że 100% poliestru omijamy szerokim łukiem, szczególnie na upał. 


Dzisiaj pod lupę biorę kolejne dwie tkaniny. Pierwsza z nich jest po poliestrze jedną z popularniejszych, oferowanych przez sieciówki propozycją, druga natomiast stopniowo zaczyna podbijać odzieżowy rynek.

Wiskoza, bo o niej w pierwszej kolejności będzie mowa, to włókno powstające w wyniku chemicznej obróbki oczyszczonej masy drzewnej. 


Zaliczamy ją zatem do włókien sztucznych, produkowanych z surowców naturalnych. Pamiętajmy, że włókna sztuczne i syntetyczne to nie to samo- ich proces powstawania jak i pochodzenie surowców jest inne.

Sama wiskoza charakteryzuje się wysokim połyskiem, jest bardzo miękka i ładnie się barwi, ponadto nie elektryzuje się i jest wysoce higroskopijna. Jej główną wadą jest bardzo słaba sprężystość- praktycznie natychmiast się gniecie. Dodatkowo może łatwo się uszkodzić i z czasem stracić swój pierwotny kolor i kształt. Niestety, nie poddaje sie również recyklingowi oraz przyczynia się do zwiększonej wycinki drzew. Dlatego też np. bluzka z duża zawartością tego włókna nie jest najlepszym wyborem. Gdzie zatem wiskoza może się sprawdzić? Ze względu na bardzo dobrą przepuszczalność powietrza idealnie nadaje się na podszewkę rozmaitych marynarek. Jej połysk podniesie jakość wykończenia produktu, a materiał zapobiegnie przegrzaniu się. 

No dobrze, a gdyby tak włókno celulozowe pierwszej generacji jakim jest wiskoza, pozbawić wad? Dzięki nowym, zaawansowanym technologiom produkcji, umożliwione zostało produkowanie włókna celulozowego drugiej generacji- modalu. Materiał znany już w sektorze bieliźnianym oraz sportowym, zyskuje coraz więcej uznania podczas użytku codziennego. Ultraprzewiewny, bardzo wytrzymały, pochłania nawet 50% więcej wilgoci niż bawełna. Jest również bardzo miły w dotyku i ładnie się układa, a zagniecenia powstają znacznie trudniej niż w przypadku wiskozy. Jego negatywny wpływ na środowowisko jest zdecydowanie mniejszy, należy jednak pamiętać, że dalej jest to włókno obrabiane chemicznie. Nie każdemu też może odpowiadać połysk tkaniny.

Bluzka, którą mam dzisiaj na sobie, jest własnie wykonana w 87% z modalu, a reszta 13% poliestru wzmacnia tkaninę. Idealnie sprawdziła się na wyższe temperatury, a przy tym nie wygniotła się. 

Oprócz modalu produkowane są również włókna celulozowe jeszcze wyższej generacji, których wpływ na środowisko został zmniejszony do minimum. Mowa tu np. o lyocellu/ tencelu, jednakże nie miałam jeszcze okazji nosić ubrań z nich wykonanych i tym samym ciężko potwierdzić mi ich użyteczność.  Prędzej czy później jednak z pewnością zakupię taki produkt, a wtedy na blogu na pewno pojawi się wpis na ten temat ; )

PS. Co do tkanin idealnych na lato, pozostały mi jeszcze trzy, o których na pewno napiszę w przyszłości ; )

fot. Kamil Banasiak










bluzka; COS
torebka: Prima Moda
buty: Massimo Dutti
okulary: Brylove
spodnie: ZARA
biżuteria: W.Kruk, Apart