Ostatnio na blogu:

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą simple. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą simple. Pokaż wszystkie posty


Marynarka to zdecydowanie zaraz po butach moja ulubiona część garderoby. 

W zasadzie, wchodząc do jakiegokolwiek sklepu odzieżowego, w pierwszej kolejności zawsze rozglądam się właśnie za nimi. Ci, co znają mnie dosyć dobrze, wiedzą, że na próżno można szukać w mojej szafie sukienki, natomiast marynarki same wpadają w ręce. Nie tylko czarne.

W wersji formalnej czy też sportowej, obecnie jest to całkiem popularny i ceniony element naszego ubioru. Nie zawsze jednak tak było. Kiedy zatem powstała pierwsza marynarka i skąd się wzięła? Aby odpowidzieć na to pytanie, cofnijmy się o parenaście wieków.

W dzisiejszych czasach kobietom najczęściej przypisuje się przesadne dbanie o wygląd oraz niekończące się szykowanie do wyjścia. Tymczasem, gdyby popatrzeć wstecz, to panowie przez większość czasu wiedli prym w 'strojeniu się'. To oni jako pierwsi przyodziali koronki, niebotyczne, pudrowane peruki, a sam proces przyszykowania się potrafił trwać niemal pół dnia. Dzień w dzień. Mimo wszysto dobrze, że te czasy mamy już dawno za sobą.

Zjawisko to również było po części uwarunkowane społecznie. Dla przykładu, w Starożytnym Egipie głównie meżczyźni aktywnie uczestniczyli w życiu publicznym, dlatego też to właśnie oni nosili kilka złotych bransolet i ciężkie naszyjniki przy okazji rozmaitych uroczystości. Chęć podobania się i podkreślania swojej pozycji również nie była wtedy obca.

Czas średniowiecza to przede wszystkim skupienie się na Bogu. Teoretycznie. Bo skoro cała sylwetka powinna być zakryta, to chociaż zróbmy to 'na bogato', wykorzystując drogie materiały i fantazyjne zdobienia. Miejscami doprowadzało to do prób wydania zakazów ekstawaganckiego ubioru. Oczywiście bezskutecznie.

Początki XVI wieku należą do moich ulubionych, ze względu na umiłowanie czerni, wręcz w wersji total look. Dalej towarzyszy nam bogate zdobiennictwo, rezygnujemy jednak z ciężkiego sukna. Powoli więc do głosu zaczyna dochodzić funkcjonalność. Odzienie wierzchnie przestaje brudzić swą krawędź o ziemię, popularyzuje się kaftan, czyli męski ubiór pochodzenia wschodniego, który posiada długie rękawy, zapina się z przodu i siega co najwyżej kolan. W przyszłości ulegnie on wielu modyfikacjom i będzie stanowił punkt wyjściowy dla innych odmian okryć. Pierwszym z nich jest pourpoint, pochodzący z XVII wieku, wzbogacony o baskinkę (rozkloszowany pas materiału umieszczony przy talii) oraz rozcięcie rękawów. 

Początek XVIII wieku to oświecenie i triumf justaucorps (z franc. tuż przy ciele). Od pourpointu różnił się znacznie większym dopasowaniem, wąskimi rękawami oraz małymi mankietami. Wraz z podobnej długości kamizelką oraz spodniami do kolan, czyli culotte, tworzył habit, z czasem jednak pod tą nazwą krył się wyłącznie justaucorps. W czasach Ludwika XIV zapominamy na chwilę o tej funkcjonalności, poszerzamy mankiety, stosujemy dużo koronek, muślinowe chustki, a spod kamizelki dumnie prezentuje się żabot koszuli.

 XVIII wiek to również kilka nowinek i nowych wariacji na temat kaftanu. Najbardziej charakterystyczną jest redignot lub 'riding coat'- długi płaszcz z dwoma kołnierzami, w tym jeden w formie pelerynki, świetnie sprawdzający się w podróży. Początkowo uważany za wybitnie nieelegancki, po kilkunastu latach jest już w powrzechnym użyciu. W ten sposób moda angielska stopniowo ogarnia Europę. Kolejnym zapożyczeniem staje się frak, w dzisiejszych czasach uważany za najbardziej formalny. Oczywiście obecny różni się minimalnie od pierwowzoru, który cechował się niewielkim kołnierzem i klapami, oraz połami mocno wyciętymi z przodu do pasa w dół.

 Stąd już o krok od naszej marynarki. Mianowicie termin ten początkowo oznaczał kurtkę zakładaną pod wcześniej wymieniony redignot. Z czasem jednak marynarka usamodzielnia się i około 1850 roku przybiera krótką formę ubioru męskiego. Uważana jest jednak za strój bardzo niedbały, a na znaczeniu zyska dopiero w XX wieku, kiedy to garnitur (marynarka+kamizelka+spodnie uszyte z tego samego materiału) stanie się ubraniem do użytku codziennego. Zaczynają powstawać różne wariacje na jej temat, np. w latach 30-tych bardzo popularna staje się marynarka dwurzędowa, prezentowana przeze mnie na zdjęciach. Lata trzydzieste uważa się za przykład szyku i elegancji, wiele zasad dotyczących formalnego ubioru pochodzi własnie z tego okresu.

A zatem moja marynarka to dwurzędówka, czyli, jak sama nazwa wskazuje, posiadająca dwa rzędy guzików. Występują one w różnych konfiguracjach, np 6x3, 4x2. Pierwsza cyfra oznacza ogólną liczbę guzików, druga natomiast informuje o liczbie guzików teoretycznie nadających się do zapięcia. Moja marynarka to typ 6x2, nie oznacza to jednak, że dwa guziki powinny być zapięte. Zgodnie z zasadami męskiego ubioru, ostatni z nich u dołu powinien być zawsze odpięty (dzięki temu marynarka lepiej się układa). Jeżeli nasza marynarka ma tylko jeden, pozostaje on zapięty. W pozycji siedzącej marynarka powinna zostać rozpięta. To zaledwie promil promila podstawowych zasad dress code`u. Osobiście uważam klasyczny męski ubiór za wybitnie skomplikowany, ale jednocześnie o wiele bardziej fascynujący od damskiego. 

Obecnie nieznajomość meandrów męskiej elegancji powoduje ogólną niechęć do garniturów, który najczęściej kojarzony jest wyłącznie z formalnymi sytuacjami lub pracą w korporacji. Prawda jest jednak taka, że nie każda marynarka nadaje się wyłacznie na imieniny szwagra. Zachęcam do próby poznania podstawowych zasad, które w naprawdę bardzo przystępny sposób prezentowane są na wielu polskich blogach, prowadzonych przez Panów. Gwarantuję uzależnienie ; ) 

 Męski dress code nie jest mi obcy, dlatego też w razie wątpliwości chętnie odpowiem na pytania w komentarzach czy mailu ; )

P.S. Uważne osoby dostrzegą, że popełniłam mały modowy grzeszek, zapinając dwa guziki. Po pierwsze, silny wiatr podczas zdjęć brzydko rozchylał marynarkę, dlatego też zdecydowałam się na zapięcie obu. Po drugie, niektore źródła informują o możliwości zapinania takiej dwurzędówki na dwa guziki, ze względu na lepszą prezencję. W tym przypadku również siadając, marynarki nie powinniśmy odpinać. Po trzecie, jestem kobietą, czasem więc zasady przeznaczone dla meżczyzn traktuję z przymrużeniem oka ; ) Panowie jednak niech lepiej tego nie robią!

P.S.2 Warto zwrócić uwagę na dopasowanie ramion, moja marynarka jest minimalnie za szeroka w tym miejscu, dałam jednak za nią 20% ceny początkowej, dlatego też nie poskąpię na drobną przeróbkę krawiecką.

fot.Kamil Banasiak








marynarka, kopertówka; Simple CP
buty: Vagabond
spodnie: Zara
okulary: Brylove
biżuteria: W.Kruk, Apart

Korzystając z ostatniego ochłodzenia, publikuję zdjęcia wykonane niecały miesiąc temu we Wrocławiu. 


Zdecydowanie największą uwagę przykuwa moja ogromna kopertówka od marki Simple, której to chcę poświęcić ten wpis.

Sklepy najczęściej dzielą się na te, do których z chęcią regularnie zaglądamy, oraz na te omijane przez nas szerokim łukiem. 


Na wstępie rezygnujemy z zapoznaniem się z asortymentem u tych drugich twierdząc, że "to nie moja estetyka" bądź "tam na pewno jest drogo". Jedni też obdarzeni są większą cierpliwością, inni zaś po prostu nienawidzą robić zakupów- z ulgą wychodzą z nową parą spodni ze sklepu usytuowanego jak najbliżej wyjścia galerii. Cóż, dopóki ktoś sam nie odczuje potrzeby dbania o swój wygląd i wizerunek, za nic go nie przekonam; ) Niemniej jednak dzisiaj postaram się pokazać, że nie warto zamykać się wyłącznie na kilka wybranych marek.

Ponieważ przede wszystkim priorytetem jest dla mnie jakość, z zasady nie ufam sklepom, w których unosi się nieprzyjemny zapach gumy i kleju od butów.


 Jest to wręcz dla mnie sygnał do natychmiastowego odwrotu. Jeżeli również nie jesteś zainteresowany jednorazówkami, które najczęściej stanowią większość asortymentu sklepów z wyżej wymienionym zapachem, polecam wykonać w tył zwrot. Poza tym drobnym, aczkolwiek istotnym szczegółem, nic mnie już nie odstraszy.

Jak się zapewnie domyślacie, Simple. a własciwie Simple Creative Products nie należy do tej nieciekawej kategorii. Założycielki marki- siostry Lidia  Kalita oraz Maja Palma, uruchmiły pierwszy salon w Warszawie w 1993 roku. Początkową koncepcją była odpowiedź na potrzeby rynku w latach 90-tych, kiedy to Polki stopniowo zatrudniane przez korporacje poszukiwały odpowiednich strojów, mogacych wpasować się w  wymagany dress code. W 2006 roku Simple zostało sprzedane giełdowej spółce Gino Rossi, a zatem w odpowiednim momencie, czyli tuż przed rozpoczęciem się kryzysu finansowego. W 2013 roku Lidia Kalita postanawia odejść i od tej pory zająć się nową autorską marka sygnowaną jej nazwiskiem, a nową dyrektor kreatywą zostaje Weronika Pietras.


Kampania na sezon wiosna/lato 2015 z udziałem Magdaleny Jasek oraz Mai Salamon, 
zdjęcie via simple-cp.com


Od początku swojego istnienia marka cechowała się profesjonalną strategią z jasno określoną grupą docelową- poszukujące elegancji kobiety sukcesu. Wysokiej jakości tkaniny, bardzo dobre wykończenie oraz charakterystyczne kampanie wizerunkowe z udziałem rozpoznawalnych polskich modelek  niewątpliwie są atutem.

No dobrze, ale w takim razie co ja, studentka, bynajmniej nie kobieta sukcesu z korporacji, znalazła dla siebie w Simple? Na markę po raz pierwszy natknęłam się w 2011, ujrzawszy kampanię na sezon jesień/zima z prześliczną Magdaleną Frąckowiak. I oczywiście, z początku stwierdziłam, że to nie dla mnie, zaczełam jednak dokładnie przygladać się kolejnym kolekcjom. Opłaciło się, bo prezentowana przeze mnie kopertówka, nie jest moim jedynym zakupem, stałą klientką jednak nie jestem.

Simple co sezon oprócz oferowania klasycznych marynarek, spódnic i spodni w kant w stonowanych kolorach, nie boi sie ryzykować i proponuje również produkty z designerskim pazurem, czy to w postaci butów, torebek, czy ciekawych printów, jak w przypadku obecnej, wiosenno- letniej kolekcji. W końcu moja kopertówka aż taka so simple wcale nie jest ; )

Po zmianie dyrektor kreatywnej marka stara się trzymać ten sam wysoki poziom, mi osobiście jednak brakuje estetyki Lidii Kality. Smuci mnie również fakt, iż coraz więcej w kolekcjach omówionego przeze mnie w poprzednim poście poliestru przy nieznacznym, ale jednak obecnym wzroście cen. Niemniej jednak Simple z pewnością jest marką, którą warto śledzić.

Zdaje sobie sprawę, iż to właśnie ceny początkowo mogą odstraszać, dlatego też polecam śledzenie e-sklepu i promocji oraz outletów. Przy odrobinie wytrwałości można naprawdę upolować bardzo dobrą ofertę- ja sama swoje rzeczy zakupiłam za 20-30% ceny pierwotnej.

Podsumowując, warto zapoznawać się z asortymentem przeróżych marek- nigdy nie wiadomo, co ciekawego się znajdzie.

fot: Ola Michalewska
https://www.facebook.com/michalewskaphotography?fref=ts




  Kopertówka, koszula: Simple
buty: Vagabond
naszyjnik:W,Kruk
rękawiczki:Massimo Dutti
spodnie:ZARA
płaszcz:no name
okulary: Brylove