Ostatnio na blogu:

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą etyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą etyka. Pokaż wszystkie posty

Każdego roku, wraz z nadejściem sezonu jesienno-zimowego, na nowo rozpoczynają się zażarte dyskusje na temat futer. Wystarczy jedno zdjęcie jakiejkolwiek celebrytki aby zarówno przeciwnicy jak i zwolennicy naturalnych futer znacząco się uaktywnili i tym samym przyczyniali do jako takiego poruszania problemu. W przyszłości również planuję napisać o tym parę akapitów, jednakże dzisiejszy wpis chciałabym poświęcić innej zagwozdce, o której mówi się bardzo mało lub prawie wcale, a mianowicie etycznemu aspektowi wełnianych wyrobów.

Biorąc do ręki pierwszy lepszy sweter z oferty popularnych sieciówek możemy założyć, iż jeżeli jest wykonany częściowo lub w całości z wełny owczej, to krajem pochodzenia surowca będą najprawdpodobniej Australia, Chiny czy też Nowa Zelandia, gdyż są to obecnie najwięksi eksporterzy tego towaru. O Chinach wspomniałam już poruszając problem skóry naturalnej, nie zaszkodzi jednak napisać jeszcze raz, że skoro istnieje tam problem z przestrzeganiem praw człowieka, to o respektowaniu praw zwierząt można zapomnieć. Zdziwić może jednak fakt, iż kraj wysoko rozwinięty i z reguły budzący pozytywne skojarzenia jakim jest Australia, w sprawie owiec ma naprawdę sporo za uszami. Mowa tu przede wszystkim o bolesny procederze jakim jest mulesing.

Anatomia owiec sprzyja powstawaniu stanów zapalnych oraz siedlisk różnorakich instektów w tylnej części ciała tych niewinnych zwierząt. W związku z tym hodowcy w celu pozbycia się problemu stosują mulesing, polegający na wycinaniu fragmentów skóry a czasem nawet części ciała owcy. Tym, co wzbudza kontrowersje, jest wykonywanie zabiegu na własną rękę, bez użycia
środków znieczulających ani obecności wykwalifikowanej pomocy medycznej. Tym samym zwierzęta skazuje się na ogromne cierpienie wyłącznie dla minimalizacji kosztów. Cały proceder nie jest w żaden sposób uregulowany prawnie, gdyż obowiązek znieczulenia nie leży w interesie społecznym ani gospodarczym kraju, w związku z tym hodowcy są kompletnie bezkarni. Pomimo interwencji ze strony różnych światowych organizacji pozarządowych, sytuacja w dalszym ciągu pozostaje niezmienna, oczywiście na niekorzyść bezbronnych zwierząt.

Kolejnym problemem jest aspekt stricte ekologiczny. Co prawda w porównaniu z bawełną konwencjonalną obróbka wełny nie wymaga dużej ilości wody, jednakże chemikalia stosowane w trakcie produkcji dostają się do ekosystemu i jest to zdecydowanie negatywne zjawisko. Ponadto hodowla wymaga wykorzystania dość dużych terenów, które w wyniku nadmiernej ekspoatacji finalnie ulegają degradacji.

Co zatem możemy zrobić? Po pierwsze szukać w sklepach ubrań z dopiskiem non mulesed wool, aczkolwiek z doświadczenia wiem, że znalezienie takiego produktu w sieciówce jest bardzo trudne, żeby nie powiedzieć niemożliwe. Podobnie jest z weryfikacją pochodzenia wełny. Oprócz tego warto poszukać, np. na oficjalnych stronach marek do których zaglądamy najczęściej, informacji o polityce danej firmy w sprawie traktowania zwierząt, jednakże to co wyczytamy, w szczególności w przypadku odzieżowych gigantów (Inditex, LPP, H&M Group), należy traktować z daleko idącym dystansem. W związku z coraz większym zainteresowaniem etyką i szeroko pojętym CSR (corporate social responsability) w przemyśle odzieżowym, wiele firm stara się fałszywie wybielić swój wizerunek aby nie utracić klientów.

 Na szczęście coraz większą popularnością cieszą się ekologiczne hodowle, zapewniające odpowiednie, humanitarne traktowanie zwierząt jak i zwracające uwagę na oddziaływanie na środowisko. W przyszłości produkty pochodzące z tego typu hodowli powinny być bardziej dostępne na rynku, warto więc rozglądać się za nimi już teraz. Obecnie natomiast najlepszą alternatywą dla sieciówek jest poszukiwanie marek specjalizujących się w wyrobach wełnianych, często wyrabianych ręcznie. Dzięki temu mamy możliwość weryfikacji wszystkich istotnych dla nas informacji, a w dodatku wspieramy to, co polskie. Zdecydowanie lepszym wyborem jest zainwestowanie w jeden porządny sweter na kilka lat, zarówno pod względem jakościowym,estetycznym jak i etycznym. Możnateż spróbować chociaż częściowo zrezygnować z wełny w naszej garderobie poprzez np. kupienie swetra z bawełny, jeżeli oczywiście nie będzie nam za zimno.

fot.Nikola Mróz














płaszcz: COS
koszula: Simple
buty: Chocolate Schubar
torebka: Lauren by Ralph Lauren
okulary: Dior
biżuteria: Apart, W.Kruk


Słońce praży niemiłosiernie, a w mieście jest to szczególnie uciążliwe. Jeżeli już muszę wyjść na zewnątrz w ciągu dnia, często ratuję się ubraniami z modalu, o którego zaletach pisałam już wcześniej. Nie jest to jednak jedyna tkanina,  idealnie sprawdzająca się przy takiej pogodzie. Z chęcią sięgam również po jedwab, któremu poświęcę cały dzisiejszy wpis. 

Królowa włókien.


Tym terminem często określa się właśnie jedwab, uchodzący za najlepsze i najbardziej luksusowe włókno świata. Dawniej na jego noszenie mogli pozwolić sobie jedynie najzamożniejsi, obecnie tkanina ta jest bardziej dostępna. Początki jej wytwarzania sięgają starożytnych Chin. Niemal przez 2000 lat tajniki produkcji były pilnie strzeżone, a próba zdradzenia tajemnicy groziła śmiercią. Stąd też Chińczycy mieli monopol, a swój produkt eksportowali tzw. jedwabnym szlakiem. W jaki sposób zatem tajemnica wyrobu trafiła do Europy? Jedna z historii mówi o mnichach, którzy w wydrążonych bambusowych kijach "przemycili" jedwabne kokony do Konstantynopola. Prawdopodobnie jest to jednak wyłącznie legenda. Niemniej to własnie Bizancjum mogło szczycić się niebywałym kunsztem, bogactwem haftów i wzorów. Wraz z upływem czasu oraz podkradaniem rzemieślników, produkcja jedwabiu rozprzestrzeniła się z Chin do Persji oraz Japonii, w Europie natomiast trafiła do Hiszpanii, Włoch oraz Francji.

Jak powstaje jedwab?


Jedwab otrzymujemy dzięki jedwabnikom, a właściwie ich larwom. W zależności od ich preferencji żerowania, głównie wyróżnia się jedwabniki dębowe, wytwarzające tzw. dziki jedwab oraz morwowe,  odpowiedzialne za najwyższej jakości jedwab morwowy. Druga grupa nie występuje na wolności, a wyłącznie na specjalnych hodowlach. Dorosła gąsienica w celu przepoczwarzenia się, wytwarza dookoła siebie kokon, który zebrany trafia do zakładów jedwabniczych. Tam zostaje poddany odpowiedniej obróbce.

Za co kochamy jedwab?


Przede wszystkim jest to bardzo wytrzymała tkanina o niepowtarzalnym perłowym połysku, delikatna i bardzo przyjemna w dotyku. Niezwykle elegancka (to właśnie jedwabne krawaty, muszki oraz poszetki są najbardziej formalne), bardzo ładnie się barwi. Ponadto chroni naszą skórę, pochłaniając promieniowanie UV, a dzięki swojej przewiewności zapobiega przegrzaniu.

Ciemna strona jedwabiu.


Niestety, żeby podziwiać piękno jedwabiu, trzeba bardzo uważać przy pielęgnacji. Pranie chemiczne lub ręczne w bardzo niskiej temperaturze (pralki posiadają obecnie funkcje prania jedwabiu, ja jednak bym jej nie ufała) oraz prasowanie wymagające cierpliwości i finezji, skutecznie mogą zniechęcić. Nie każdy też przepada za błyszczącymi tkaninami. Światowa produkcja jedwabiu stanowi tylko 0.2% całej produkcji włókien. Ze względu na trudność przy pozyskiwaniu tego surowca, jedwab zawsze był po prostu drogi, dlatego też cena może również odstraszać. Niemniej jednak odpowiednio przechowywana i pielęgnowana jedwabna koszula będzie służyła latami.

Jest jeszcze jedna istotna kwestia. Za każdym razem pozyskując kokon, jego właścicielka, czyli larwa, musi zginąć. A ponieważ na wykonanie np. jednego krawatu potrzeba ok. 140 sztuk, czy też aż 9000 sztuk na kimono, organizacje typu  PETA protestują i dążą do całkowitego zaprzestania produkcji jedwabiu na świecie. Cóż, niech każdy sam zdecyduje, czy sympatyzuje z jedwabnikami czy też nie. Oprócz tego sam proces produkcyjny jest wybitnie nieekologiczny. W celu otrzymania jedwabnej nici, kokon zanurza się w gorącej wodzie, a zatem wytwarzaniu towarzyszy spore zużycie wody oraz energii.

Obecnie produkuje się sztuczny jedwab, nie umywa się on jednak do jego naturalnej wersji. Równolegle też prowadzone są badania nad możliwością wykorzystania genetycznie modyfikowanych włókien pajęczych, jeszcze bardziej elastycznych i wytrzymałych. Nie wyobrażam sobie jednak noszenia czegokolwiek związanego z pająkami ; )

P.S, Niech nikogo nie zdziwi obecny płaszcz na zdjęciach, gdyż zostały wykonane już jakiś czas temu, zanim upał zaczął doskwierać ; ) Tym razem mam na sobie moje drugie ukochane monki ; )

fot. Dominika Dąbrowska














jedwabna koszula: Massimo Dutti
płaszcz: Benetton
monki: Sam Edelman
torebka: Lauren by Ralph Lauren
spodnie: Zara
naszyjnik: no name, prezent
pierścionki: W.Kruk, Apart
okulary : Brylove



Do tej pory czerwiec był dla mnie bardzo łaskawy, ilość dni z trzydziestostopniowym koszmarkiem był raczej znikomy. W tym sezonie do łask powraca zamsz, dlatego też postanowiłam wykorzystać niższe temperatury i wydobyć z dna szafy moja ulubioną kurtkę, którą z początku pożyczałam od mamy, a potem w naturalny sposób sobie przywłaszczyłam ; ) Kurtka jest już naprawdę stara, sama nie pamiętam daty zakupu, uważam jednak, że wszelakie przetarcia tylko dodają jej uroku. Pomimo tego, że zamsz zdominował mój ubiór, pisałam już, co sądzę o skórach naturalnych wcześniej. Dzisiaj chciałam skupić się na materiale, z którego wykonana jest moja koszula, czyli bawełnie.

Skoro bawełna jest włóknem naturalnym, to analogicznie musi być ekologiczna.

Nic bardziej mylnego, rzekłby znany polski youtuber. I faktycznie, to popularne stwierdzenie jest błędne. Co więcej, bawełna konwencjonalna, czyli używana w przemyśle odzieżowym, jest obecnie jednym z największych zagrożeń dla naszego środowiska. 

Według niektórych danych statystycznych, aż 6% zasobów wody słodkiej przeznacza się na tę właśnie gałąź przemysłu.

Biorąc pod uwagę ogólny problem z dostępem do wody niektórych społeczności na świecie, to zdecydowanie za dużo. Inną kwestią jest fakt, że pobór wody często prowadzony jest w sposób rabunkowy, prowadzący m.in. do dezertyfikacji. Najpopularniejszym przykładem jest chyba Jezioro Aralskie, niegdyś czwarte pod względem wielkości jezioro świata. Nieustanne wypompowywanie z niego wody na potrzeby pobliskich plantacji bawełny, doprowadziło do skurczenia się jego powierzchni o blisko 75% oraz spadku pierwotnej ilości wody aż o 90%! I nie jest to odosobniony przypadek na świecie. 

Oprócz ogromnego zużycia wody (nawet 29 tys. litrów wykorzystuje się do wyprodukowania zaledwie 1 kg bawełny), kolejny problem stanowią środki chemiczne, wykorzystywane na różnych etapach produkcji. Łącznie stosuje się ich około 8 tysięcy. Same pestycydy stanowią nawet 25% ich globalnego zużycia, a przecież mówimy tutaj zaledwie o jednej gałęzi przemysłu, która, jak widać, sieje ogromne spustoszenie w środowisku. Niektóre środki są wprost sklasyfikowane jako trucizny, mimo to stosuje się je "w dopuszczalnym stężeniu". Nadmienię tylko, że po zastosowaniu ich, np. w celu defoliacji (pozbawiania krzewów liści), często obowiązuje zakaz wkraczania na pole bawełny, gdyż grozi to śmiercią. Niektóre z nich były też stosowane w przeszłości jako toksyczna broń chemiczna. To chyba mówi wszystko.

Jeżeli jednak kogoś nie przekonuje aspekt ekologiczny, gdyż za bardzo nie przejmuje się sytuacją miejsc odległych o tysiące kilometrów,  powinien zainteresować się tematem ze względu na swoje zdrowie. Wszystkie środki chemiczne, w tym posądzany o bycie rakotwórczym formaldehyd, oprócz trafiania do gleby i wody, osadza się na bawełnie. W dalszym procesie produkcji kolejne środki "dołączają" w wyniku barwienia, drukowania oraz wykańczania bawełny. A zatem wszystko to zawierają nasze ubrania w momencie ich zakupu. I nie, wypranie ich przed pierwszym użyciem nie załatwia sprawy. Drugie, piąte i piętnaste też nie. Tych środków po prostu nie da się pozbyć. A potem dziwimy się, skąd występują podrażnienia skóry lub w jaki sposób nabawiliśmy się alergii.

Czy istnieje jakaś alternatywa? 

Obecnie opracowywana i testowana jest genetycznie modyfikowana bawełna o zwiększonej odporności, dzięki której można by ograniczyć zużycie pestycydów. Nie jest jednak jeszcze wprowadzona do użycia, ze względu na brak pewności o bezpieczeństwie i efektywności. Inna opcją jest bawełna organiczna, z której została wykonana moja koszula.

Czym różni się bawełna konwencjonalna od organicznej?

Wizualnie produkt finalny, wykonany z bawełny organicznej, nie różni się od tego wyprodukowanego z bawełny konwencjonalnej, gdyż tak samo dobrze się barwi i układa na sylwetce. Diametralną różnicę stanowi natomiast proces produkcji, eliminujący całkowicie środki chemiczne oraz minimalizujący zużycie wody. Jak to możliwe? Uprawy bawełny organicznej to najczęściej małe, lokalne oraz certyfikowane przedsiębiorstwa, które ceniąc swój prestiż, nie pozwalają na nadużycia środowiska. Zamiast osuszania pobliskich zbiorników wodnych, wykorzystuje się deszczówkę, a glebę dodatkowo zabezpiecza się słomą w celu uniknięcia niechcianych strat wody. Defoliacji dokonuje się ręcznie lub wyczekuje się przymrozków, a ze szkodnikami walczy się starymi, sprawdzonymi metodami, np.używa się chili, czosnku czy lawendy do odstraszania. Farbowanie materiałów również wykonuje się w sposób ekologiczny, stosując naturalne ekstrakty z roślin, dające równie intensywne barwy co ich chemiczne odpowiedniki. Podsumowując, otrzymujemy ubranie wolne od jakichkolwiek środków chemicznych, bezpieczne dla naszego zdrowia.

Pomimo samych zalet, produkcja bawełny ekologicznej stanowi obecnie zaledwie 0.09% światowej produkcji bawełny. Dzieje się tak ze względu na słabą rentowność w stosunku do plantacji przemysłowych. To od nas, konsumentów, obecnie zależy, czy wielkość tej produkcji będzie się zwiększała. Dokonując świadomego wyboru, wspieramy ekologię i dbamy o nasze zdrowie. W przeciwieństwie do poszukiwania informacji na temat pochodzenia skór naturalnych, znalezienie ubrania wykonanego z bawełny organicznej jest naprawdę proste. Wiele sieciówek wykonuje część asortymentu właśnie z tego materiału, m.in. H&M, C&A,  Marks& Spencer, wystarczy tylko przeczytać skład na metce. Niemniej jednak należy pamiętać, że część marek może stosować greenwashing, czyli udawanie bycia ekologicznym w celu uzyskania przychylności konsumenta. Bawełnę organiczną od zwykłej jest jednak dość łatwo odróżnić, gdyż materiał z niej wykonany jest zdecydowanie bardziej miękki i przyjemniejszy w dotyku, a przede wszystkim nie śmierdzi chemią. Dlatego jeżeli w pełni nie ufamy napisowi "100% organic cotton", zawsze możemy manualnie ocenić materiał.

fot. Nikola Mróz
















koszula z bawełny organicznej; Marc O`Polo
kurtka: Quelle
spodenki, torebka: Massimo Dutti
buty: Underground
naszyjnik; COS
pierścionki: W.Kruk, Apart